TURCJA - STAMBUŁ, list od s. Arlety Chmist ze szpitala La Paix:

03-05-2010
„O jak są pełne wdzięku na górach
Nogi zwiastuna radosnej nowiny”

Są szczęśliwi ci, którzy usłyszą Dobrą Nowinę; ale… są szczęśliwi i ci, którzy mogą ją zanieść.
Siostra Arleta - Misjonarka w Stambule, w Turcji
Według Proroka potrzebne są też nogi, stopy… i tu PROSZĘ O UWAGĘ ! – pragnę sprostować: niekoniecznie nogi są po to, by nimi dotykać ziemi. Ileż jest stóp pokaleczonych, sparaliżowanych, obolałych i jakby do niczego się nie nadających.. by iść i nieść Ewangelię Miłości.
Proszono mnie o podzielenie się w szerszym gronie tym, czym żyję z bliska. Może to wydawać się nie na miejscu… mówić o stopach... i to w dodatku cudzych :)
A zaczęło się wszystko od własnego doświadczenia bólu i szukania pomocy. Potem był ktoś, kto wytłumaczył, pomógł. Więc i ja zapragnęłam pomagać tak, jak mi to zostało zaofiarowane. Głęboko w sercu od dawna odczytywałam sygnały, że to jest właśnie to...
Plany Pana realizują się spokojnie, w określonym porządku i bez nalegania. On jest Panem historii. On jest Twórcą i Realizatorem naszych planów.
Był czas, że wydawało mi się, że służyć drugiemu człowiekowi to „zabiegać się prawie na śmierć”, zrobić wszystko jak najdokładniej, jak najszybciej, jak najlepiej i jak naj... naj... No i pękł wreszcie ten balon pychy nabrzmiały szukaniem samozadowolenia, samouwielbienia, a wszystko pod przykrywką i subtelnym płaszczykiem „służby Bogu w Ubogim”. Nie miałam czasu na uważne słuchanie „moich ubogich”, a tym bardziej na zaspokojenie ich potrzeb. Zawsze było – szybciej… i brakowało tchu… i dzień się kończył prędzej, niż to w moich kalkulacjach przewidziałam.
Nadszedł czas i w moim kolejnym etapie życia, by pozwolić się prowadzić za rękę. Bolało..., owszem, bo jak niesforne dziecko, które chce biegać swoimi ścieżkami - tak trudno było złapać się Dłoni Boga i pozwolić, by to On poprowadził, by to ON odkrywał Jemu tylko znane tajniki, by uczył wciąż na nowo i wciąż od początku. I dziś wciąż jestem na tym etapie: uczę się każdego dnia czegoś nowego pielęgnując stopy tych, którzy zaufali.
PEDICURE, pedicurzysta… to słowa dla wielu obce; dla innych to zwykły zabieg, by się poczuć lepiej; dla innych całkiem niepotrzebny... Dla innych jeszcze to pewnego rodzaju... prowokacja...; Są jednak ci, dla których te słowa przekraczają i przechodzą ponad tym wszystkim, co wyżej zostało wspomniane. …A dla ciebie?" - zapytasz…
Odpowiadam: dla mnie osobiście słowo PEDICURE oznacza SPOTKANIE Boga w człowieku. To SPOTKANIE i przebywanie razem w Bogu, dla Niego i przez Niego. To głębia, której często się dziwię i nie nadążam za nią.
Godzina czasu - tyle przeciętnie jesteśmy razem, Sam na sam, On i ja. On przebiera się jak tylko może i ukazuje mi Swoje poranione stopy, a zarazem ukrywa się we mnie, w moich zdolnościach, w tym, że skalpel trzyma się ręki, że „dłonie są delikatne jak z waty”, że wypowiada moimi ustami to, co Sam chce i kiedy chce. Jednocześnie otwiera we mnie przestrzeń do słuchania, do usłyszenia tego, czego nie można nawet nazwać „artykułowanym dźwiękiem” - tego, co mieści się między wypowiadanymi zdaniami, co łączy serca w bólu i radości, w nadziei i bezsilności…
To tylko godzina, ale nigdy wcześniej nie mogłam nawet pomarzyć, by AŻ CALĄ GODZINĘ poświęcić JEDNEJ OSOBIE... Hm…
Dwie godziny dziennie na spotkanie indywidualne z Oblubieńcem. Rano i wieczorem – tak..., ale dla mnie to otwarcie i zamknięcie naszej KOMNATY. A cały dzień to SPOTYKANIE JEGO SAMEGO, który mi mówi: „szczęśliwe stopy” …czyje ????

Teraz bardziej rozumię,
że WCIELENIE – to KAŻDA MINUTA.
To Jego Stopy, Jego Rany, Jego ból
i…
Jego pomocna dłoń,
Jego balsamy, kremy i JEGO RADOŚĆ SŁUŻBY.